Para-nie-noja
21 grudnia 2008 | 5 komentarze

Ludzkość osiągnęła kolejny "kamień milowy" w swoim rozwoju - utopiła się w syntetycznej paranoi i zadławiła chorobliwą, nieuzasadnioną wrogością wobec wszystkich i wszystkiego.
Dożyliśmy tragicznych czasów. Czasów, w których dla wielu osób nadrzędnym celem, a zarazem jedyną możliwością urozmaicenia sobie zesztampowaciałego żywota, jest tworzenie podziałów. Odgradzanie się murem, zamykanie się w klatce. Pretekst nie jest ważny, idea - kogo by obchodziła? Ważne, żeby myśleć inaczej niż wszyscy; kluczem - podkreślanie swojego antyjestestwa.
I o ile jestem zdolny w ograniczonym stopniu zrozumieć indywidualny bunt, o tyle nie potrafię odgadnąć sensu snobacienia całych grup. Pojmuję naturalne różnice: blondynki-brunetki, finki-niemki, heteryczki-lesbijki. Ale na naszych oczach dzieje się coś gorszego. Podziały zaczynają wyrastać na gruncie abstrakcyjnej nienawiści, pozbawionej sensu wirtualnej wydmuszki.
Coraz częściej jesteśmy świadkami powstawania ugrupowań, których celem - pod miernym pretekstem - jest pluć na inne. Choćby i nie wiem jak nielogiczne by to było, niezależnie od tego jak niesłuszne; Ludzie ślepo pragną ściśle wyprzeć się samych siebie, aby móc stać się zombie; zagubieni, w końcu przestają zauważać, że zamienili się w cegiełkę. W murze nie tyle nienawiści, co głupoty.
Dlaczego? Bo identyfikują się. Z kim, z czym? Czy to ważne? Ktoś rzuci hasłem - "Katolicy, zbierajmy się". Powstaje Fronda - zjawisko. Portal, który gwałci chrześcijaństwo na sposoby zgoła niewymienione w kamasutrze. Bańka z jadem, nienawiścią do bliźniego, parująca wręcz od herezji i pogaństwa. Ale jego użytkownikom to nie przeszkadza. Dlaczego? Bo identyfikują się z grupą, wyłączają człowieczeństwo, a włączają szarańczowieństwo - instynkt stadny.
W podobnej sytuacji jest dzisiejsza lewica (a dokładniej jej głupsza część). Nie myśli w racjonalnych kategoriach, jej celem jest tylko i wyłącznie negacja. Często niesłuszna, rzadziej słuszna - nie ważne. Ludzie indentyfikują się z takim SLD, pragnąc postępu. W rzeczywistości okazuje się to jednak dla nich zgubne w konsekwencjach. Ślepną, nie zauważają paranoi, nie zauważają głupoty. Są pszczółkami - pozwalają grupie myśleć za nich, a puste hasełka odbierają jako prawdy absolutne.
Ta sama choroba toczy jednak również prawicę (a dokładniej jej głupszą część) - co prawda zaatakowała inne organy, ale skutki zakażenia są równie żałosne. Jak grzyby na deszczu wyrastają "niezależne" portale, które z pasją oddają się tłumaczeniu aktualności informacjami znalezionymi na papierze toaletowym w wychodku Piłsudzkiego. Jaki, do kurny nędzy, ma związek obecna sytuacja polityczna z tą sprzed drugiej wojny światowej i co trzeba ćpać, żeby taki zauważać? - Na te i wiele innych pytań odpowie Ci każdy "modny" prawicowy redaktor.
Ateiści również dodają oliwy do ognia - zamiast ignorować istnienie Boga, jak na porządnego racjonalistę przystało, często gromadzą się i tłumnie zaczynają walczyć z wszystkim, co im się ze znienawidzonym mistycyzmem kojarzy. Prawda - w krytykowaniu działalności Kościoła nie widzę nic, co odbiegało by od ichniejszej ideologii. Ale wypisywanie na Onecie komentarzy o treści "Boga nie ma, bo nie ma na to dowodów", czy jakakolwiek inna forma aktywnego konfliktu z czymś, czego - kurde bele - przecież "nie ma", to totalny imbecylizm.
Ludzie! Proszę! Obuddźcie się, odetnijcie od wszystkiego, co stara się wpłynąć na Wasz światopogląd. Inaczej staniecie się (o ile już się nie staliście) marionetkami, bezmyślnymi, pustymi lalkami, które poprą nawet największy idiotyzm, byleby tylko nie wybijać się ze wspólnoty. Nie zabijcjcie w sobie indywidualizmu, nie kastrujcie się z obiektywizmu - oglądajcie świat taki, jakim jest, nie takim, jak inni każą wam go widzieć!
Za obrazek w nagłówku dzisiejszego wpisu podziękujcie Zendarowi.


Komentuję twojego bloga :E
Nie widzę żadnych korzyści w pozostawaniu odrębnym indywiduum, i tak cię kiedyś zadepczą.
Nie ma co komentować, wszystko zostało ujęte i zgadzam się (SIC, nie jestem indywidualny! ;))
@Arrrr
Niektórzy "mocni" wytrzymują nacisk otoczenia...
W tym duchu polecam przeczytać sobie "Tango" Mroczka.