(Nie)wyspanie
29 grudnia 2008 | 2 komentarze

Siedzę sobie i stukam w klawisze. O nietuzinkowej porze. Gdyby na zegarze widniała jakakolwiek inna godzina, zapewne zajmowałbym się czymś ambitniejszym. Niestety, mimo żem trzeźwy i przytomny, niczego innego robić nie mogę. Bo wszyscy śpią.
Ludzki zegar biologiczny działa prościej, niż mogłoby się wydawać. Nie zna ani pór doby, ani pojęcia "godziny". Ot - kiedy mózg zaczyna wołać o odpoczynek, kładziemy się lulu, po to, żeby wstawszy po około 450 minutach snu, być w pełni rześcy i gotowi do podjęcia nowych wyzwań.
Nie ma tutaj żadnej reguły, mówiącej, że najlepiej kłaść się spać o dwudziestej-czwartej, a budzić o dziewiątej. Badania statystyczne, które rzekomo miały taki stan rzeczy potwierdzić, z góry można uznać za źródła niepewne, a ich wyniki za wypaczone. Z tej prostej przyczyny, że grupa kontrolna miała w zwyczaju odchodzić w kimę o godzinie tej-i-tej, a następnie budzić o tamtej-i-siamtej.
To, jak w rzeczywistości działa "na dziko" wbudowany w nasze skromne móżdżki system snu-i-jawy, sprawdziłem doświadczalnie. Być może moja tendencja do prowadzenia eksperymentów na sobie zahacza o masochizm, lecz to nie temat na to ;).
Przez około tydzień - korzystając z wolnego - kompletnie rozregulowałem swoją dobę. Kładłem się spać w najmniej spodziewanych momentach, pozostawiając budzik ustawiony tak, aby wyrwał mnie z objęć Morfeusza po sześciu godzinach od momentu zapadnięcia w kimę. Już po trzech dniach rezygnacji ze sztywnych godzin snu, zacząłem czuć się... rewelacyjnie! Ani razu nie byłem niewyspany, ani razu nie miałem problemów z zaśnięciem, a do tego nie marnowałem bez potrzeby czasu na kimę.
Kładłem się do łóżka wtedy kiedy mi się podobało, budziłem kiedy tylko się wyspałem. Jeśli miałem fajny sen - pozwalałem sobie na dłuższą drzemkę (co jednoznacznie przekładało się na to, że następnego dnia krócej spałem!).
Niestety, długo nie mogłem funkcjonować w ten sposób. Coraz częściej czas mojej aktywności zaczął przypadać na godziny nocne, kiedy to znakomita większość społeczeństwa spędza czas na spaniu, a sklepy są pozamykane. Nie wypadało budzić współlokatorów przyrządzając sobie coś do szamania. Nie wypadało słuchać muzyki. Po prostu nie-wy-pa-da-ło.
Powróciłem więc do "normalnego" spania w nocy, a działania w dzień. Powróciłem do dziesięciogodzinnych sesji snu, po których i tak jestem zmęczony. W dzisiejszych czasach ciężko żyć zgodnie z naturą. Kto by się spodziewał, że nocne polowania dzikich kotów, które syntetycznie ustaliły cykl aktywności naszych praprzodków, odbijać się będą nam czkawką w dobie cywilizacji technicznej.
I kto by pomyślał, że ludzkość tak idiotyczny podział doby uważać będzie za coś normalnego...
Za obrazek z nagłówka podziękowania należą się imć Javs'owi.


ja nie śpię bo czekam aż się ściagnie mi dyskografia deftones.
Byś ogarnął coś na tego bloga bo naprawdę można pomyśleć że "die" :P
Co Ja wygrzebałem :E
http://www.youtube.com/watch?v=zk-o8cwytzc