Jak nieliczni już słyszeli, zakupiłem, w swej nieskończonej mądrości, kamerkę internetową.

Powodów, dla których wyposażyłem się w ów cud techniki jest kilka - nie będę ich jednak wszystkich wymieniał (i tak każdy kolejny zahacza o cybersex :P). Fakt, niech pozostanie faktem. Kupiłem webkama.

Webkama nieprzeciętnego, bo wyposażonego w cztery małe diodki, które po włączeniu nawalają po gałach tak ostro, że dłuższe z nimi obcowanie grozi trwałym uszkodzeniem siatkówki. A włączają się automatycznie i nic na to się nie poradzi.

W związku z powyższym, aby się przed wspomnianym trwałym kalectwem ustrzec, lampiszony potraktowałem matową taśmą klejącą. Bój był trudny - mocne jak ki czort diody przytłumione zostały w wystarczającym stopniu dopiero po nałożeniu na nie dziesiątej warstwy zbawiennego, klejącego materiału.

Na pocieszenie - fotki, przypominające o pozaziemskim rodowodzie tego wynalazku:


Podziękowania, za uratowanie moich czopków i pręcików przed kompletnym spopieleniem, kierować do ARa.

0 komentarze: