Gorrrrrąco

6 czerwca 2008 | 0 komentarze

Houston, Houston - we've got a problem. I'm melting. What? No... Seriously. I'm melting. Shit.

Czy tylko ja odnoszę nieodparte wrażenie, że temperatury na dworze są tak wysokie, że istnienie cywilizacji homo sapiens wisi na włosku? For God's sake - za oknem jest tak skrajnie nieznośnie, że dałbym się pociąć za sprawnego filtraka starofremeńskiej roboty. Słowo.

Niezwykle sprzyjające warunki klimatyczne sprawiły, że jestem dzisiaj blondynem bardziej niż zwykle. Przy mojej osmalonej słońcem cerze (dosłownie) wpadająca wręcz w czerń ma czupryna porastająca równie-mój przegrzany łeb wydaje się jasna jak plamy moczu na brązowym swetrze. Waaa! I became a beetroot! Nooooo!

Musk mi paruje. Kulwa!

Total fucking epiczny hardkor po bandzie.

A poza tym, to całego tego quasi-posta wysmażyłem tylko po to, aby oznajmić całemu wszechświatowi, iż moje serce znowu zaczęło bić (Emo i w ogóle, tak - wiem).

0 komentarze: