Dobrodzieje

12 czerwca 2008 | 3 komentarze

Dnia dzisiejszego z Errdilem wybraliśmy się, jak na porządnego obywatela RP przystało, oddać krew.

Wszystko zaczęło się o godzinie 10:00... a właściwie miało się zacząć, bo Er w swej nieskończonej zuchwałości zaspał, a mi sprzed nosa spieprzył autobus, co przytrzymało mnie na przystanku dobre dwadzieścia minut więcej. Obsuwa wyniosła tysiąclecia.

Kiedy dotarliśmy już do punktu zbiorczego, na jaki wyznaczyliśmy sobie pętle przy Pasażu Grunwaldzkim, należało zorientować się w naszej iście kultowej sytuacji - "centrum krwiodawstwa jest gdzieś przy akademikach", rzekł Errdil namiętnie. Przy akademikach. Kurwa, cały plac grunwaldzki jest przy akademikach!


Epicka pętla przy Pasażu

Na szczęście, w końcu ku celowi naszej wędrówki dotarliśmy, zdając się na moje błogosławione oczy (+5 na rzuty na spostrzegawczość). Tam też założyliśmy eleganckie papierowe kapciochy ochronne (szkoda, że nie wzieliśmy glanów...), dokonaliśmy rejestracji, a wypełniając ankietę zaznaczyliśmy, że nie byliśmy w ciąży w przeciągu ostatnich sześciu miesięcy. Luzik. Następnie pobrano nam próbkę krwi, zrobiono badania i nakarmiono gratisowym batonikiem i kawą/herbatą.

Kolejnym krokiem w naszej epickiej karierze honorowego krwiodawcy było meritum - oddawanie krwi. Udaliśmy się takoż na drugie piętro budynku Centrum Krwiodawstwa, gdzie zachęceni wielkim bannerem postanowiliśmy umyć ręce. Tam też natknęliśmy się na niezwykle klawą instrukcje mycia rąk, pisaną z myślą o dzieciach Fritzla, które pierwszy raz na oczy widziały zlew.


Bardziej łopatologicznie się nie dało?

Kiedy oddaliśmy już krew (całkiem bezproblemowo i przyjemnie - polecam, tym, którzy jeszcze posoką się ze światem nie dzielili, spróbować), wstąpiliśmy do sklepu monopolowego po napoje "wysokokowe" - dokonaliśmy przy tym czynu kultowego, gdyż przeszliśmy przez ulicę w zaiste pompatycznych okolicznościach - dziesięć metrów od pasów z lewej strony i... dziesięć metrów od pasów z drugiej strony. Hardcore.

Jako, że Er czuł ciśnienie w okolicach pęcherza, po drodze zahaczyliśmy o klaustrofobiczne, będące poza czasem i przestrzenią toalety Pasażu Grunwaldzkiego.

Next step - Errdila oświeciło, że zna całkiem dobrą pizzerię w okolicach swojego miesjca zamieszkania. Po mileniach intensywnego myślenia podjęliśmy natchnioną decyzję: idziemy zeżreć pizze. Wsiedliśmy w tramwaja, skasowaliśmy bilety i ruszyliśmy w nieznane.

W samej pizzerii, czekając aż nasz posiłek się dokona, ustaliliśmy kilka szczegółów naszego nowego, epickiego dzieła (ale o tym cii...), po czym wyruszyliśmy do parku na Popowicach owe okrągłe ciasto z salami skonsumować.


Errdil to Wenus z Milo

Pochłonąwszy pizzę wyruszyliśmy do Fifa. O ironio, ten również postanowił w tym samym czasie ucztować; żarł właśnie obiad (u babci). W związku z tym, włamaliśmy się do bloku, w którym wspomniana babcia mieszkała, a następnie oddawaliśmy się ekstazie jeżdżenia windą w górę i w dół, aż wspomniany delikwent obiadu nie skonsumował i nie wyszedł nam na spotkanie.


"Dzień dobry, chce pan pizzę?"

Wówczas wyruszyliśmy w poszukiwaniu odpowiedniego laptopa dla Errdila. Przemierzyliśmy nieskończone otchłanie wszechrzeczy, ale odnaleźliśmy tylko mega-genialny budynek, w którym parapety były tak wysoko, że stając na nich, głowę miało się na następnym piętrze... Pozostaje tylko pogratulować architektowi!


Parapet instant klassik

To, co działo się później, pominę milczeniem. Nie ze względu na to, iż miejsce miało coś tak skrajnie hardkorowego, że aż gwałcącego percepcję. Przyczyną jest fakt, że... no, w sumie później nie działo się nic ciekawego (poza Fifem, słuchającym w Saturnie płyty Blog 27 :F)... Poza tym, później nie zrobiłem żadnych zdjęć. Sorry Winnetou :P.


Czy istnieje coś bardziej epickiego niż to?

3 komentarze:

  1. Ayane mówi:

    Nah, jak ladnie opisana wycieczka po Wrocku.

  2. Errdil mówi:

    Ej, zaraz, zaraz... To TOBIE miały odpaść ręce niczym Wenus z Milo.

    I owszem, tam było dużo rzeczy bardziej epickich niż dziewczynka kochająca konie.

  3. Prabab mówi:

    Ale na tym zdjęciu to TY jesteś obciążony oburącz :P.